Uśmiechnięto, ironiczne spojrzenie na życie codzienne w stolicy i okolicach nieco dalszych, czyli groch z kapustą, albo podróże po Polsce, albo dziennik osobisty, albo polityka krajowa nieprzystosowana, czyli wszystko co ucieszne i zmuszające autora do podrapania się po łepetynie w chwilach najmniej spodziewanych.
Kategorie: Wszystkie | podróże
RSS
poniedziałek, 14 maja 2012

Ciekawostek majowych ciąg dalszy tutaj: http://www.warszawska.info/ciekawostki.html była i architektura a dziś.. samo życie.

18:01, mareklef
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 maja 2012

antena

W ramach relacji z podróży uprzejmie donoszę, że pragnąc doświadczeń nieco zapomnianych od 2 dni jeżdżę tramwajem, czasem autobusem, po mieście stołecznym - Warszawie. Na piechotę też chodzę, ale jak się ma bilet 20 minutowy to trzeba jechać ile zegarek pozwala. Dlatego (raz się żyje) nabyłem w końcu bilet dobowy za 10 zł 50 gr i przejechałem się kilkunastoma środkami komunikacji miejskiej. Kiedyś już robiłem zdjęcia z okna tramwaju i po dłuższej przerwie naszło mnie, żeby powtórzyć ten eksperyment.
Nie wiem czy w ogóle dojdę do szczegółów jakichkolwiek, bo wniosek ogólny mam nieco marny. Pierwsze wrażenie mojej miłej korespondentki po obejrzeniu zdjęć z XXX piętra Pałacu Kultury był taki: ale macie chaos architektoniczny w tej stolicy. Poniekąd prawda, bronię się słabo, bo jak sie jakiś plac zwolni, albo coś tam da się wyburzyć (co do procedur nie będę się wypowiadał), to powstaje nowy wieżowiec, który ma się nijak do otaczającej go rzeczywistości. Nie jestem fachowcem od ładu przestrzennego, zatem mam zdanie wyłącznie subiektywne i nie mam monopolu na rację - w końcu nie jestem posłem, ani żadnym politykiem.
Panie znajome i rodzinne po obejrzeniu kilkudziesięciu zdjęć wykazały się uprzejmością i orzekły - ale bałagan. No to mamy zdania spójne - od kobiet wrażliwych, na otaczajacy je świat. I ja odnosze takie wrażenie, bo najpiękniejszy zakątek, traci cały swój urok, kilkoma porzuconymi puszkami, kubkami, papierami po zwalczających głód batonikach, napisami niemal historycznymi, bo od lat nikt nie pokusił sie o ich zamalowanie. No i co z tego jak piękne zdjęcie udało mi się zrobić z perspektywą ulicy i znanym zabytkiem w głębi, skoro na rogu stał znak drogowy (pewnie zakaz zatrzymywania) przechylony, jak stary człowiek co nie może (czytać ani Pana na H. ani na C.)
Mamy władz stołecznych i decydentów wszelkich krocie, ale jakiegoś Pana Janka, co się czasem przejedzie tramwajem i sprawdzi co poprawić, już nie mamy. Za moich czasów (mawiali starożytni rzymianie i kilku znanych mi Panów) - był na przykład Pan Janek, któremu kiedyś pracy zazdrociło spore grono kolegów. Jego praca polegała na objeździe np. ulic Mokotowa i zarejestrowaniu gdzie jakie dziury w jezdniach do szybkiej naprawy. Ale to legenda niemal bo dziś to już nikomu się nie opłaca Pana Janka zatrudniać, bo jak sobie tłumaczę - lepiej powołac kolejne biuro promocji stolicy i wiadomo nikt z rodziny i znajomych szans nie ma (no cicho wiem..).
Zatem dywagacjom koniec lepiej niech wypowiedzą się zdjęcia, które będę tu czasem zamieszczał, ale częściej na stronie mojej warszawskiej www.warszawska.info . Dodam tylko jeszcze, że nie obyło sie bez trudności technicznych. W Warszawie jeżdżą co najmniej 4 rodzaje tramwajów. Ja jako przystojny i wysoki brunet mogę ze swobodą korzystać tylko z tramwaju linii 16 gdzie stare wagony maja okna na tyle niskie, że ze swobodą pełną wystawiam i głowę, i aparat w kierunku wiadomym. Następne historycznie wagony maja okna też otwierane i zdjęcia mogę robić, ale bardziej w strefie dachowej chyba że stanę na paluszkach, co bez ćwiczeń w szkole baletowej wychodzi mi marnie. Całkiem nowoczesne i klimatyzowane wagony zapewniają siateczkę reklamową, przez która robienie zdjęć jest bez sensu. A przez szybę też można, pod warunkiem że dogadamy się z Panem motorniczym na pętli i umyjemy fragment okna od zewnątrz, potem przetrzemy w środku i hulaj dusza, byle nie pod słońce. Zatem szyby brudne to "normalka", klimatyzacja - czyli okien otwierać nie można, a tu piec jakby to była linia do huty. Znalazłem jeden autobus, w którym było czysto, chłodno (na zewnątrz 25 w cieniu), no jechałem nim i jechałem dla samej radości takiego doznania. Ale okien nie można otwierać, zdjęcia nie zrobię, bo nie wytarłem autobusu z zewnątrz, zatem - to byłoby na tyle.
Ogólnie jest ślicznie ale szczegółowo do d..., zatem nie wdawajmy się w szczegóły - bo i jak nam chcą przedłużyć drogę do emerytury - trudno, to niech przedłużają - przecież to i tak pic na wodę dla tych żydów z Brooklynu co nam dają kredyty (tak pisze Pan Tabloid, którego czyta często). Ważne jest tylko to, że krzyż obronimy i na ten tron króla Polski wprowadzimy .. według znanego hasła " Jarosław Polskę zbaw". Amen

pod sejmem

Obok był transparent z treścią "zapytowywującą" - Czy Polska ma być drugą Palestyną?. No nie wiem co tam teraz w Palestynie, ale Królowie już przybyli wielokrotnie, a w żłobie nie tylko dziecię leży. No i na geografii też się nie znam jak by co.

 

czwartek, 10 maja 2012

Piłkoszał to nowe hasło coca-coli. Ja rozumiem to swoiście. Kilkunastu panów będzie gonić za piłką już całkiem niedługo, a ja wyjeżdżam, żeby w szał nie wpaść. Zresztą zdjęcie poniższe dostarcza nowych całkiem przemyśleń.

pilkoszal

Co nam Pan Kazimierz pokaże to ja za bardzo nie jestem ciekaw. Napis głosi uwolnij radość, a prezes mniemany alias Kazimierz chyba zagra w kolejny horrorze PIŁA 10. Wolę pioseńkę - "Ta mała piła dziś" jak tego smutasa, co uwolnić może najwyżej to co każdy ma po zbyt gwałtownym łyku głupio reklamowanego napoju. Piłkoszał reklamuje jeszcze kilka osób, co znamionuje pewien stan zidiocenia. No ale w końcu coś nas musi bawić, skoro były bramkarz i poseł nieszczęsny - nie będzie już meczów oglądał, bo - w drużynie narodowej prawdziwych Polaków już nie ma.   Jego sprawa, jego wstyd.
Ja tam widzę że jednak coś tu szkodzi, w każdym razie piwa z wspomnianym napojem chyba łączyć nie należy.

laweczka

Ławeczka podpisana "Chopin - Warsaw" - proszę wcisnąć guziczek z prawej stosowny nokturn zapewni pełen "piłkoszał".

niedziela, 06 maja 2012

Czepiałem się niedawno reklamy piwa z Łomży, a tu niespodzianka. Zupełnie nowa i całkiem miła reklama. Sam polecam "łomżyńskie miodowe". Tu tylko piwo naturalnie mętne. Znam taki kraj gdzie jak coś jest kryształowo czyste, to zaraz okropnie podejrzane. Popieramy mętne piwko, nie popieramy mętnych interesów.

piwo z Łomży

czwartek, 03 maja 2012

welonnawietrze
na gorący dzień każdy powiew się liczy

fontanna
fontanna na upał idealna

nózki
na trawce też chłodniej, a ja nóżką sobie kiwam (którą?)

18:45, mareklef
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Wścieka mnie niepomiernie głupota facetów od reklamy. Tak sponiewierać miasto może tylko kretyn. Łomża jest ładnym miastem, pięknie położonym i o zabytki tu dbają, że o wzorcowym oznakowaniu dróg wszelkich nie wspomnę. A tu taki ambaras, nie musisz jechać do Łomży nachlaj się na miejscu. Puknijcie się w ten browar. Ja tych sików nie piję skoro nie kochają swojego miasta.

browar Łomża

sobota, 28 kwietnia 2012

Piątek należał do niezłych koszmarów komunikacyjnych, bo kto żyw w samochód i wieje ze stolicy. Od sprzedawczyń pod Halą Mirowską dowiedziałem się, że nawet w Pułtusku były korki. A w stolicy nie dość że wszyscy chcą wyjechać to jeszcze rowerowa "masa krytyczna" jadąc na zachód też skutecznie wpłynęła na zamknięcie wielu ulic. Dlatego w piątki najlepiej chodzić pieszo, albo ostatecznie tramwajem jak sie nam trafi jakiś przyjazny objazd, bo tu kopią, tam budują, a jeszcze gdzie indziej maszerują, protestują itp.
Za to w sobotę można bez tłoku zaparkować nawet pod Biblioteką Uniwersytecka na Powiślu co zaliczam do zdarzeń niebywałych. Dlatego zamiast nudziarstw i gadaniny kilka foto-propozycji wypoczynku.

apartamenty Opera
Pierwsza propozycja to nowy apartamentowiec Opera II przy Niecałej
wypoczynek na lat wiele z widokiem na piękny park

saski-wypoczynek
Wypocząć można nie koniecznie w apartamentach - Ogród Saski
zapewnia minimum komfortu

ogrod uniwersytecki
Ogród Uniwersytecki zapewnia wspaniały wypoczynek z dziećmi
ile można się tu nachlapać

apartameenty powisle
Inna propozycja - apartamenty na wprost Centrum Nauki Kopernik
ok 18 tyś za 1 m2

ogrod uniwersytecki2
My jednak preferujemy zieloną trawkę - bo to trawka niemal naukowa
na warszawskim Powiślu - widok z dachu Biblioteki UW

20:46, mareklef
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 kwietnia 2012

Poznań to kochane moje miasto, czyli miasto mojego mojego dzieciństwa. Kocham to miasto za jego kamienice z 1903 albo 1912 roku, z coraz większym pietyzmem restaurowane. Kocham moje dziecinne Jeżyce, gdzie stawiałem jako dwulatek pierwsze kroki na ulicy Poznańskiej, gdzie pokropiono niesfornego dzieciaka na ul. Kościelnej, gdzie na ul. Słowackiego poszedłem do szkoły, aby po 2 latach edukacji wrócić do stolicy.  Kocham ten mój Poznań wspomnieniowy, bo jest to miasto na tyle cudowne, że pewne zakątki nie ulegają żadnym zmianom. Idę tymi samymi chodnikami z szerokich płyt jakie pamiętam ze skoków na jednej nodze. Widzę, że przed moją dawną szkołą jest ta sama brama i ten sam płot, gdzie zrobiono mi zdjęcie z kolegami w 2 klasie, a i sam swoje dzieciaki tam kiedyś postawiłem dla pamiątki. Kocham ten Poznań dla moich wspomnień z ulicy Szczęsnej czy ulicy Grunwaldzkiej, dla osób, które odeszły i zasiedliły Junikowo, albo cmentarz Jeżycki, ale także dla osób, które tam żyją i wspominają to co ja.
Sentymentalne wspomnienia są cudowne, budujące i piękne, póki nie wejdziemy w konflikty narosłe pomiędzy naszymi dawnymi przyjaciółmi, bo lepiej nie wchodzić w wewnętrzne ich zadawnione animozje i brak wzajemnego porozumienia między bratem, siostrą czy kuzynem. Na szczęście jestem ten z zewnątrz i nie od rozstrzygania, kto ma rację, ale od nakłaniania do porozumienia i zgody.
Ale nic to, historie rodzinne niech sobie będą w serialach, a ja o moim Poznaniu napisze krótko (?).

Wysiadam sobie, na Dworcu Głównym i już popadam w niejaką frustrację. Po kilku krokach widzę rząd kilkunastu eleganckich rowerów, przypiętych, do stojaczków, a obok tablica świetlna, gdzie wystarczy wystukać żądane dane i już mamy kod do poznańskiej strefy rowerowej. Jak w Holandii, czy Belgii rowerki rano stały dwa, a wieczorem jak poszedłem sprawdzić rozkład jazdy to już prawie wszystkie. Czyli system działa. Kilka metrów dalej jest automat biletowy na wszelkie przejawy komunikacji miejskiej. Chciałem tanio bo daleko nie pojadę. Bilet 10 przystankowy 2 złote, bilet na 15 minut też 2 złote. Ale jak twierdzą miejscowe uśmiechnięte cwaniaki, to każdy z takim 15-minutowym biletem kłóci się niesłychanie na wypadek kontroli, bo przecież korki, objazdy i inne utrudnienia i kontrolująca służba odpuszcza.

Ale jak opisywać wycieczkę to dokładnie. Wysiadam sobie grzecznie z pociągu i świadom dawnych układów komunikacyjnych wchodzę na schody prowadzące na wprost wejścia na tereny Targów Poznańskich. I jak już się wdrapałem z torbą na ramieniu doznałem szoku. Nie dość że tramwaju nie ma, to jeszcze torów nie ma, i w ogóle wszystko zagrodzone w kierunku ulicy Grunwaldzkiej. I o żadnym przejściu piechotą też mowy nie ma. Nic to. Ponieważ dusza byłego tubylca śpiewa, muszę sobie dać radę i idę na "szagę" jak mawiano tu niegdyś, czyli najkrótszą drogą do ul. Grunwaldzkiej. Tramwaj jedzie ulicą Głogowską, ale cholera wie gdzie on jedzie, bo pewne nazwy ulic już mi po latach nic nie mówią. Idę na nosa, czyli z Dworca - ulicą Głogowską i wiem że pierwsza w prawo wzdłuż zaplecza targów doprowadzi mnie do Grunwaldzkiej. Po kilkunastu minutach docieram do znajomej mi ulicy i okazuje się że tory są, ale chwilowo z żadnymi dalszymi się nie łączą i w ogóle ulica rozkopana. Od dziecka mam ten wewnętrzny "gps" i już jestem na ulicy Zwierzynieckiej i za chwilę na Gajowej gdzie znów zaskakuje mnie bezruch dawnej ślicznej i miłej zajezdni tramwajowej. Stąd już tylko krok do ulicy gdzie mam zamieszkać czyli do ul. Słowackiego.

Ulica Słowackiego tak jak i Sienkiewicza (równoległa) w Poznaniu ciągnie się od ul. Wawrzyniaka do Roosevelta , ale najbardziej pamiętam odcinek między Kraszewskiego i Wawrzyniaka, bo tam chodziłem do 1 i 2 klasy. I nie dość że te mury stoją to nadal jest tam łaźnia, z której korzystałem z moim ojcem oj.. dawno, dawno temu.
Na tej samej ulicy mieszkał wspaniały człowiek i ojciec 5-ciu urodziwych córek wujek Witold. Za same córki należało go kochać i szanować. A dziś ulica Słowackiego zachowała dawny swój urok, z tramwajarskim ośrodkiem kultury i kamienicami cudnymi secesyjnymi i placem przy Asnyka, ale dzieje się tu zupełnie coś nowego. W kilku sąsiednich kamienicach właściciele (mam nadzieję, że odzyskali swoje nieruchomości) - podzielili dawne piękne mieszczańskie mieszkania 5-, 6- pokojowe na pokoje gościnne, które są do wynajęcia za całkiem nieduże pieniądze. Ja skorzystałem z oferty Pana Macieja na ul Słowackiego 25, tel. 660002622 (SLEEP WELL). Dostałem pokój z łóżkiem ogromnym (uwielbiam takie), gdzie jeden wątły student, albo wesoły emeryt mógłby spokojnie pomarzyć o damskim wieloosobowym towarzystwie. Sny mamy pojemne jak to wyrko tak miękkie i ciepłe, że i wzdłuż i w poprzek, a jednak ...lepiej śpi się samotnie (może dzieci czytają?) i niezwykle wygodnie. Do Rynku Jeżyckiego 2 kroki, gdzie i restauracyjka tania, a jak w ciągu dnia, ktoś się znajdzie ma Rynku - to polecam blisko ulicy Prusa (gdzie postój taksówek) wspaniałe stoisko z rybami całkiem jadalnymi. Kupiłem tam rybkę lekko panierowaną  i zaraz dostałem gorącą tak, że spokojnie zaniosłem na swoją kwaterę i miałem gorąca kolację. Pokazały się także moje ukochane szparagi - no to już jestem w domu.

Warto korzystać z poznańskich hosteli (nie mylić z hotelami), jak ktoś nie musi mieć w pokoju wanny, ani prysznica. Ja miałem łazienkę na wprost mojego pokoju, i jak skonstatowałem, musiały być jakieś inne łazienki, bo o każdej porze dnia i nocy bywałem tam samotnie i nikt się nie dobijał.

Wróciłem też pociągiem który jak pokazywała tabliczka w korytarzu jechał najczęściej 140 km, na godzinę, wyświetlał ile kilometrów do najbliższej stacji i jaka temperatura na zewnątrz. W przedziałach tylko 6 miejsc w 2 klasie i można sobie ustawić temperaturę. Cuda, same cuda w TLK (tanie linie kolejowe) takie same jak w ekspresie. Wystarczy parę lat pojeździć samochodem i już widać postęp. Choć na torach i wokół taki sam bałagan, śmietnik i ruinki dawnych zabudowań kolejowych jak przed laty.




20:26, mareklef
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Ominie mnie kolejna manifestacja i tym podobne głupoty, bo z niekłamaną radością wyruszam w pierwszą wiosenną podróż. Do tego pociągiem, bo tylko troszkę ta podróż jest służbowa, a w większości rodzinno - przyjacielska. Lubię od czasu do czasu przespacerować się ulicami starych Jeżyc, zajrzeć do mojego ulubionego Ogrodu Botanicznego czy powędrować aż nad Rusałkę. Czyli od jutra Poznań i później nieco jeszcze w kierunku Zielonej Góry. Wracam nareszcie do podstawowego powodu dla jakiego ten blog powstał, czyli do opisu podróży krajowych z radą, gdzie odpocząć albo i spędzić wakacje.
Samochodzik niech też odpocznie, pociągi tańsze. Ahoj, przygodo, aż mi się chce podskoczyć.
Żegnaj polityko okropna i wstrętna, niech sobie palą znicze, bronią krzyża czy czyiś interesów niejasnych, mnie to LOTTO. No właśnie, dziś zagrałem choć kumulacji nie ma - ale kłopot żaden, jak by tak - coś tam padło (nie koniecznie na głowę) to zmieniam hotel i pobyt przedłużam. A co, zawsze miło pomarzyć.

20:13, mareklef
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Jak zostać obrońcą krzyża.
XXI wiek i wojny religijne. Pojęcie pasuje tak jak róża do kożucha zimowego wozaka. Takiego co w znanej komedii węgiel rozwoził, a sezonowo także choinki. Poziom intelektualny zbliżony, bo w tłumie można wykrzyczeć każdy idiotyzm, na takiej prostej zasadzie, że skoro wszyscy krzyczą to ja też. Śmieją się z tego polskiego folkloru od Alaski po Australię, choć jak nasza rodzima propaganda donosi, są też zastępy polonijne co w obronie krzyża wystapią z radością.
W sumie brednia, goni brednię, bo nikt nie atakuje krzyża jako symbolu wiary chrześcijańskiej, bo i po co. Nikt nie atakuje kościoła, gdzie rodzice nasi chodzą, znajomi, rodzina i całkiem sporo ludzi - bo każdy szuka chwili zadumy czy pocieszenia, tak jak mu serce podpowiada. Nikt też nie atakuje kleru, bo równie dobrze moglibyśmy atakować kominiarzy tylko po co i dlaczego?
Żyjemy w czasach kiedy sama idea demokracji jeszcze nas czasem zaskakuje, ale wszyscy już wiedzą jedno. Można bezkarnie zadawać pytania wszelkie, najbardziej drażliwe, najbardziej dociekliwe. Dlatego niech żaden arcy czy biskup, czy proboszcz niech się nie dziwi, że parafianie nawet najwierniejsi pytają - co z naszymi pieniędzmi - tymi, które daliśmy na tacę przy świeceniu jajek, na mszy niedzielnej, czy z okazji wydania zaświadczenia - nigdzie i nikomu nie potrzebnego poza kościołem oczywiście. I dalej idąc parafianie już nie przymykaja oczu na młoda kuzynkę co niby tylko trochę gotuje, albo na tą panią co ma dziecko "wyspowiadane". Wiadomości ze świata zalewają nas tonami informacji o tym, że za złe zachowania płaci się krocie, dlatego też i u nas zadają nasi parafianie pytania niewygodne. Czy ten Pan, który już nie powinien być księdzem, bo niosąc naukę o miłości zrozumiał ją zbyt dosłownie przy młodych ministrantach?
Etyka, pieniądze i władza nawet nad cmentarzem lokalnym, to są te pytania niewygodne, na które wierni ale nie durni, żądają coraz częściej odpowiedzi. I nie jest to żaden atak na krzyż, czy na kościół, to sa pytania do ludzi takich samych jak my w naszej dzielnicy czy gminie. Bo będąc księdzem nie jest się nikim większym, ani potęzniejszym, jest się tylko człowiekiem, który ma swoje marzenia, potrzeby i organizm, który czasem się buntuje przeciw dogmatom.
Wracając do tematu - można zostać obrońcą krzyża tylko dla konkretnego politycznego celu czyli dla wąskiej grupki nawiedzonych którzy chcą się dorwać do władzy. Władza daje pieniądze czyli środki do życia, nie koniecznie skromnego i do użycia też na swój sposób. Wielu tęskni za prawdziwym pasterzem, który pocieszy swoje owieczki, powie "jak żyć", ukoi w codziennych kłopotach i da nadzieję. Takich pasterzy jest niewielu, są spychani do najgorszych posług np. w hospicjach - i niech ta mała wioska którą dobrze znam cieszy się ze swojego pasterza, który nie ma wielkich ambicji poza służeniem swojej małej społeczności i który za pogrzeb biednej i samotnej staruszki nie weźmie pieniędzy bez wzgledu czy była wierną parafianką czy osobą o własnych poglądach. Kiedy archidiecezja buduje apartamentowiec-biurowiec w centrum stolicy to już zupełnie inna "para kaloszy". Tu każdy z nas zadaje sobie pytanie, czy to jeszcze kościól czy już firma bez żadnej odpowiedzialności finasowej oczywiście czyli spólka zoo.
Bez zbędnych dywagacji wspomnę ten krzyż drewniany o który takie boje toczono jeszcze niedawno przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Wisi sobie spokojnie w kościele świętej Anny, nie ma tam żadnego tłoku, każdy może spokojnie sie pomodlić. A bój był ogromy bo w świetle kamer, mikrofonów i można było zaistnieć i pokazać się. Okropnie to żałosne i ośmiesza nas totalnie, mam tylko nadzieję, że folklor ten będzie dla wszelkiej publiczności taka samą ciekawostką jak biczowanie w procesjach islamistów jak i katolików. Czasem myślę, że kara chłosty czy dybów została zbyt wcześnie zniesiona.

10:33, mareklef
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
free counters
Free counters od 2.10.2011