Uśmiechnięto, ironiczne spojrzenie na życie codzienne w stolicy i okolicach nieco dalszych, czyli groch z kapustą, albo podróże po Polsce, albo dziennik osobisty, albo polityka krajowa nieprzystosowana, czyli wszystko co ucieszne i zmuszające autora do podrapania się po łepetynie w chwilach najmniej spodziewanych.
Kategorie: Wszystkie | podróże
RSS
środa, 30 listopada 2016

Niestety ja w to nie wierzę. Bo sam radzę swoim dzieciom – kochajcie kraj który wybierzecie, szanujcie jego prawo, dajcie coś z siebie.

Mieszkam nieomal w centrum Warszawy, bo do Placu Zamkowego i Rynku Starego Miasta (wolnym krokiem) dochodzę w 15-20 minut. Mając telewizję kablową jak większość warszawskich mieszczuchów jestem także w centrum wydarzeń serwowanych nam w kilkudziesięciu stacjach. I bez trudu mogę dotrzeć na każdą manifestację i zgromadzenie, których u nas nie brakuje.

Tu zastrzegam się od razu, że łatwo wpadam w najróżniejsze dywagacje, czyli odskocznie od tekstu, ale na temat. W zgromadzeniach nie uczestniczę, bo wolę jak na dziadka przystało poćwiczyć na małej siłowni na świeżym powietrzu (dla kręgosłupa, satysfakcji i Pani która mi towarzyszy).  Wszelkie spędy, zloty, jedynie słuszne spotkania, demonstracje i pikiety obserwuję wybiórczo i z daleka, bo – tu kolejna dywagacja – co stacja to inny komentarz. Ponieważ jedna tylko partia wygrała wybory na tyle szczęśliwe dla niej, że „bierze wszystko” czyli ma parlamentarną większość – dlatego też wszelkie instytucje „państwowe” bo to się u nas nadal celebruje – należą do wybrańców narodu. Oczywiście Ci, którzy z natury rzeczy czyli domniemanej większości mają wyłączność na rację – liczą, że w demonstracji opozycji wzięło udział 10 tyś ludzi, natomiast w telewizji prywatnej (3 stacje) podają że tłumy szły i szły przez 4 godziny co daje może 3 może 5 razy więcej. Obliczenia demonstrujących podawały władze miejskie, policja i dziennikarze, ten co poszedł sam mógł sprawdzić ile osób przeszło koło niego przez godzinę, a jaka grupka stała w jednym miejscu.  Tak  można nieskończenie bo nasze życie doczesne – listopad – grudzień 2016 - składa się właśnie z takich dywagacji gdzie, ile i komu?

Aby w tym temacie zaprowadzić jakiś „porządek” w błyskawicznym tempie przegłosowano (partia rządząca) najnowszą ustawę o zgromadzeniach publicznych. Nie może być tak, że kolejna miesięcznica pod Pałacem Prezydenckim (dawniej Namiestnikowskim) odbywa się przy obecności jakiś „oszołomów, którzy przy pomocy kilku transparentów zakłócają wspomnienie o ofiarach katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem (6 lat temu). Dla nieobeznanych z tematem muszę dodać, ze odbyło się tych „miesięcznic” niemal 80 – najpierw msza, potem złożenie wieńców, potem przemówienie lidera Partii na stosownych schodkach (podwyższenie).

I tu kolejna dywagacja się kłania bo nie sposób nie wspomnieć o tzw. drodze stanowienia prawa. Sejm głosami większości (partia wygrała wybory) uchwala każdą kolejną ustawę w tempie ekspresowym i niczym dziwnym nie są posiedzenia nocna nawet do 4 nad ranem. Oczywiście wszyscy się mogą wypowiedzieć ale czasem trzeba opozycji czas ograniczyć bo gada „od rzeczy”. Już dnia następnego ustawa przelatuje przez Senat (tam partia rządząca ma większość także) i ląduje często o 23:35 na biurku Pana Prezydenta. Żeby mieć szansę na choćby niewielki odpoczynek ustawa jest podpisana natychmiast i tej samej nocy drukowana.

Jeśli ktokolwiek w jakimkolwiek kraju interesuje się choćby trochę życiem politycznym swojej nowej ojczyzny, to moje opisywanie polskiej rzeczywistości może go trochę dziwić… Z moich licznych korespondencji i spotkań z przyjaciółmi, którzy od pewnego czasu  mieszkają poza Polską wynika, że oni po prostu nie interesują się polityką, bo ona ich nie dotyczy. Czy moi rodacy chwytają co mam na myśli? Po co się interesować polityką, chyba na zasadzie co zrobią dobrego dla mojego miasta i dzielnicy, skoro od zawsze mamy stabilne przepisy i dokładnie wiadomo co do kogo należy. Jakie prawo obowiązuje przy zakładaniu firmy, przy przestrzeganiu ciszy nocnej, obciążeniach podatkowych czy w zakresie przepisów emerytalnych itp.  te przepisy podstawowe są niezmienne od lat.  

Oczywiście tu kolejna dywagacja. W Polsce istnieje coś takiego co sam nazywam „paranoją ustawową”. Kolejne rządy po obaleniu komuny usiłowały zawsze naprawiać jakieś bieżące sprawy kolejną ustawą. Wiadomo od lat że „piosenka jest dobra na wszystko” , ale niestety ustawa nie jest dobra na wszystko, bo ma jedną wadę i niepodważalną zaletę – musi być zgodna z Konstytucją – aktem naczelnym i jedynym z którego mają się wywodzić pozostałe prawa. We wszystkich państwach świata Konstytucja jest aktem naczelnym i na jej straży stoją odpowiednie Trybunały. Niestety kolejni rządzący z uciechą niebywałą polegającą na „dokopaniu i zemście” wydają dziesiątki ustaw nie tylko niespójnych wewnętrznie, ale i niezgodnych z Konstytucją.

Wystarczy podkopać umiejętnie albo bezczelnie zasadę trójpodziału władzy, która wywodzi się od Johna Locka, Monteskiusza i innych myślicieli, którzy zwalczali dyktaturę już w XVIII wieku. Jak to jest u nas zapisane Konstytucją:
1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.    
2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

„Paranoja ustawowa” wspomniana wcześniej nie ma nic wspólnego z podstawową zasadą trójpodziału władzy, a jest stanowieniem prawa, bez jego umocowania w konstytucji. Dlatego też w nocy o północy trwają debaty, głosowania, nocne podpisywania aktów i błyskawiczny druk. Dlatego też każdym możliwym sposobem neguje się rolę, zasady działania Trybunału Konstytucyjnego.  

To co się dzieje w moim kraju dla jednych jest wspaniałą przemianą dla innych powrotem do komuny, czyli bez marksizmu-leninizmu, ale za to z narodowo-katolickimi ideałami nie do końca sformułowanymi, bo tak wygodniej. Wspaniała przemiana polega na globalnej centralizacji, czyli o każdej wsi, gminie,  powiecie decyduje władza w Warszawie i to na każdym szczeblu. Jeśli jakaś enklaw jeszcze się ostała to trzeba to szybko zmienić kolejną „nocną” ustawą, którą Prezydent podpisze w 10 minut i zaraz pójdzie do druku.

Drodzy Przyjaciele, niezwykle szanuję tych ludzi, którzy podjęli decyzję, na którą ja się nie odważyłem. Podjęliście decyzję o emigracji. I to emigracji na stałe – z włączeniem się w życie kraju w którym jesteście i podporządkowaniu się jego prawom.

Ja pragnę tylko dożyć chwili, kiedy moje dzieci i wnuki powiedzą, że POLSKA to ich miejsce i chcą tu żyć umierać, tworzyć, publikować, być.

14:47, mareklef
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2016

Jak ratować zdrowie, honor i zmysły....Wiadomo, że "zmysły prysły", zdrowie każdy ma, ale nie do wszystkiego a co do honoru, to może byśmy zaczęli od uprzejmości, na honor zawsze czas przyjdzie. Tak sobie piszę poczytując kochanego Pana Jerzego Stuhr'a, który erudycją i dystansem do samego siebie, każdego przytuli. Ja tylko ocieram się o medycynę mało do mnie przystosowaną, a On przeszedł i ...wrócił z dalekiej drogi. jego humor, dygresja i czasem zalotno-ironiczny uśmiech starszego Pana, moim drogowskazem. No ładnie się napisało bo jak znów zaczną o honorze to tylko trzask obcasów, pora sobie w łeb palnąć, albo "na bagnety". Są zakochani w tromtadracji, są wielbiciele rocznic, hura patriotyczne osobniki i ja który jako ten "szary O." muszę to wszystko łykać, trawić i jeszcze rozumieć. Moje zdrowie psychiczne jest ważniejsze i niech będzie, że to tchórzowska ucieczka nie polemizuję, wyłączam, skreślam, nie czytam, olewam i mam daleko za horyzontem "one" zagadnienia. Pozostaję wielbicielem wszelkich zmysłów choć czasem  minionych. Już damo postawiłem tezę że utratę (procentową) słuchu zawdzięczam kochanemu mojemu ojcu, który przeżył bombardowanie, choć nie wiem gdzie bo zbyt wiele frontów obskoczył. Przecież to oczywiste, tłumaczę Ci, że jak koło niego upadła bomba to mam prawo być trochę głuchy. Jak koło niego upadła kobieta zemdlona, to nie znaczy że potomek jest "pies na baby". Ale czemu nie? Wracam do zdrowia. Jako tematu oczywiście, choć powiedzenie: chory, chorszy, trup - pamiętam z podstawówki. Otóż im bardziej w las, tym mniej drzew - parafrazuję stare przysłowie, bo im więcej wiem tym bardziej szykuję się do ucieczki. Uciekać można osobno, ważne żeby mieć to białe giezło (szukaj w internecie) okryć się i doczołgać na Powązki bo tam większość rodziny czeka na karty. Cholera sami brydżyści z przedwojennym stażem. Oczywistość współczesna kieruje mnie na badania, a ja czytam kto to i jak to finansuje i 2 miesiące po byle jakim badaniu dowiaduję się, że miałem jakby to ująć - fachowo - zawał dolnej ściany serca. Leczyli mnie na zatkane tętnice, 3 badania Ekg wychodziły na czarno, bo aparat miał kaszel, oczywiście miła Pani pielęgniarka robiła co mogła walcząc z uparta maszyną. Oczywiście nic mi nie jest, nic mi nie jest - tylko dlaczego mnie wiozą? No jasne, to żart. Ale i czas na refleksję. Jestem za tym aby istniały prywatne lecznice i jak się okazuje są konkurencją wzajemną, a co za tym idzie muszą się starać. No i starają się bo idzie nowe czyli stare. A ja nie powiem że "mam intymny własny świat" jak mnie dusi "we w środku", albo nie widzę bo zaćma vel katarakta, ja chcę i muszę jeszcze trochę pożyć, bo długość domniemanych lat do śmierci i tak mi ZUS wyliczył dając stosowne świadczenie emerytalne. Dygresjom ulegam nadmiernie zatem prywatna lecznica która ma umowę z NFZ to moje zbawienie i ratunek, a nie niedofinansowany szpital, gdzie jest zewnętrzny catering i żarcie średnie (podlizuję się) i panie sprzątające mówią "spasiba i charaszo". Też tak kiedyś mówiłem na odpowiednich zajęciach - poza kamerą tego filmu o czołgu i psie i Marusi i tej drugiej oczywiście. Tylko dzięki prywatnej służbie zdrowia (na szczęście jeszcze co nieco na kontraktach z NFZ) wiem co mi było, w tydzień robię badania na które muszę czekać od kilku miesięcy do roku (USG, MMG oka), mogę telefonicznie ustalać dzień, godzinę wizyty i zabiegu. W normalnej przychodni na ulicy Grzybowskiej w Warszawie, a i na Nowolipkach bo tu często przechodzę, kolejki stoją od 5 rano (w lecie od 6) - otwarcie od 7. Często numerków brakuje zatem wypadasz, przyjdź jeszcze raz tylko wcześniej. To jest tylko droga do lekarza Pierwszego Kontaktu.  Dopiero On ma prawo skierować Cię do specjalisty kardiologa, okulisty, neurologa, lekarza skórnego itp itd. To osobna przychodnia choć często w tym samym budynku - tam zapisy na dwa trzy miesiące naprzód. No i nie ma kolejek. Zapisujesz się i czekasz. Umierasz i czekasz. Jest tunel, ale światło zgasło. Pewnie nowa linia metra buduje się. Wstajesz i ..straszysz. 

00:31, mareklef
Link Komentarze (3) »
czwartek, 30 czerwca 2016

Dziś na Miodowej przed siedzibą Ministerstwa Zdrowia znów strajkują pielęgniarki i ratownicy. Kto im pomoże?. My wszyscy, jeśli zrozumiemy ich działania i zrozumiemy, że po prostu to wina tego cholernego systemu, a nie pielęgniarki, która odeszła od łóżka.

Byłem dziś z dziewczynami, które strajkują i nie wiem jak to opisać?
Gdzie leży przyczyna czyli j…. albo pieprzyć ten system.
Jeśli w jakimkolwiek państwie coś działa źle, to nie jest to wina robotnika, pielęgniarki, pisarza, ..szarego czyli przeciętnego człowieka, ale jest to wina systemu. To nie my jesteśmy durniami, źle gospodarujemy, źle pracujemy – to ŹLE zorganizowany TWÓR – czyli potwór Państwa jako całości administracyjno-organizacyjnej nas dusi i zniewala. To złe prawo, którego nie uchwalają krasnoludki - to złe rządzenie frustratów czyli źle nauczonych ludzi, dopuszczonych do rządzenia według wydumanych idei.
Dziewiczym przykładem totalnego „zakręcenia” naszego systemu państwowego jest przykład niedawno strajkujących pielęgniarek (teraz strajkują ratownicy medyczni). Otóż pielęgniarki zastrajkowały z 2 powodów:
1 - to względy ekonomiczne czyli za niskie wynagrodzenie w stosunku do świadczonej pracy.
2 – względy społeczne czyli niedocenianie roli personelu pomocniczego, zdarzający się - lekceważący stosunek ze strony lekarzy, a szczególnie administracji służby zdrowia (szpitalnej, w przychodniach itp.).
I kiedy przyjrzymy się bliżej temu problemowi to okazuje się, że pierwszoplanową rolę w wyjaśnianiu i objaśnianiu skutków, następstw i reperkusji strajku pielęgniarek grają media. Media, które są niemal w całości podporządkowane polityce, i to tej dziś stosowanej przez rządzących. Niemal każda opcja „jedzie” na tym samym propagandowym wózku. 
Pielęgniarki są niestety kolejną ofiarą, kolejno panującego reżimu czy kolejnej partii która właśnie doszła do władzy. I tu jest problem dlaczego w ogóle jakakolwiek partia czy ugrupowanie daje sobie niezwykłe prerogatywy do rządzenia w ogóle i do stanowienia prawa w szczególe.
Wróćmy do Pań niezwykle sfrustrowanych i powszechnie oplutych, bo jak to możliwe, żeby pielęgniarka odeszła od łóżka dziecka chorego na raka. 
Niestety jest to możliwe, bo chorzy są i będą i naszym najwyższym celem jest ratowanie ich życia i zdrowia, ale… 
- działa system oszczędzania pieniędzy i etatów, który w sumie zabija pacjentów. Po odchodzącej zwolnionej czy przeniesionej na emeryturę – wulgarnie mówiąc kasę zgarnia dyrekcja.
- jak może obsłużyć kilkanaście stanowisk (np. inkubatorów, chorych itp.) jedna osoba, kiedy dawniej przy obsłudze pracowały co najmniej 3 osoby????
To jest system nieludzki ale powszechnie działający. Polega on na 3 założeniach:
1. Po zwolnionej z pracy osobie (czy tej co przeszła na emeryturę) mimo jej wysokich zarobków – kwota ta nie jest rozdzielana na pozostałych współpracowników. Jest to oszczędność.
2. Młodzi , a także dotychczas pracujący nie dostają podwyżek, zawsze mogą się zwolnić i iść do Biedronki.
3. Zwolniony etat może być znów zajęty po pewnym czasie, ale osobie znanej, polecanej, kiedyś nazywało się to nomenklaturą.
4. Te co dotychczas pracują znają się, są kompetentne, „dadzą radę”. I w tym punkcie właśnie jest „clou” programu dążącego do powszechnego ubezwłasnowolnienia „siły roboczej”. Żaden kapitalista kiedyś obśmiewany nie wymyślił by tego lepiej
Każdy kolejny ruch dyrekcji to dodanie obowiązków po zwolnionych. Nie idzie za tym wzrost płac bo trzeba oszczędzać, przecież Państwo musi mieć pieniądze na 500+ czy na inną nową koncepcję.
Wróćmy do baranów czyli dlaczego zabić w tych kobietach ich dumę oddanie i fachowość? Bo taki jest system. Oszczędzamy bo są ważne programy rządowe ( 500+), oszczędzamy a przy okazji opluwamy bo jak może odejść pielęgniarka od łóżka chorego dziecka. Ona tam w ogóle nie doszła – ona jest zbędna bo ma za wysokie kwalifikacje, zastąpią ją dyżurne być może Panie z Ukrainy czy Rosji, ważne że z firmy zewnętrznej bo wtedy oszczędność jest oczywista. 
Na dziś wystarczy – powiem tyle: byłem w szpitalu, tylko 3 dni. Sprzątają Ukrainki, lekarza zobaczyłem po 3 dniach przy wypisie. Pielęgniarki nawet w nocy były przy mnie kiedy po koronografii nie domknęła się całkiem tętnica..
CO winien jest system? Sponiewierał podstawowy personel, zabrał im nie tylko etos pracy ale oskarżył o lekceważenie pacjenta. Życzę wszystkim obecnym i byłym posłom, aby byli hospitalizowani w miejscu swojego zamieszkania, a nie w szpitalu rządowym. 

01:52, mareklef
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 marca 2016

3 marzec 2016

Witałem się z gąską, a tu nawet kaczki w buraczkach nie będzie. Jako żwawy emeryt zakwalifikowałem się sam do jednorazowego dodaku marcowego "co łaska". Już dawno zaplanowałem na co wydam i nawet już wydałem co nieco, bo przecież zaraz wpłynie. Ha, ha, mówili i pisali że dostanę 200 a wyszło szydło z worka, że 50 bo jakoś w początkowych treściach popularnych komunikatów zniknęło słowo brutto. Tak więc nauczka - jak słyszę dodatek, podwyżka to muszę zapytać od czego to liczą, bo potem okazać się może, że jeszcze dopłacać przyjdzie. Tak, tak wystarczy przekroczyć próg (podatkowy), aby sobie ryjek stłuc. Komisji Weneckiej nie będę wzywał nadaremno, od tego mam zupełnie nowych kabareciarzy. I ani-mru-mru i paranormalni zacichli bo konkurencja za duża. Coś nam jednak zostanie z tej weneckiej przygody, pewnie kanał i "lustro weneckie" jak będą nas przesłuchiwać na okolicznośc, oczywiście po zabraniu z działki czy domowych szuflad odpowiedniej ilości pakietów. Szukam, przekopuję i nic ...może coś sam sobie podrzucę, bo jakiś taki szary i nijaki, bez papierów choćby na samego siebie to tak niewspółcześnie. Podrzucić to ja mogę, ale zakupy sąsiadce, bo jak temat będzie za ciekawy to i tak odpowiedź będzie słowotokiem programowym wykutym na blachę. I dobrze - cudownie być dzieckiem reżimowym, co 60-tkę zaliczył już dawno (oczywiście mowa o słowiańskich hurysach), ale i tak nie dorastam niektórym, bo ani wegetarianin, ani rowerzysta. Społem w "Społem". Kombatant gastronomiczny, to nawet brzmi dumnie.. I jak wielu mam współtowarzyszy - może to się kiedyś przyda...

24 luty 2016

Zadaję sobie pytanie czy po to żyję, żeby kochać Rząd, czy nawet siedząc w ostatnim rzędzie tego teatru mogę mieć takie marzenie, żeby to Rząd kochał mnie, żeby się mną opiekował i starał się o moje potrzeby w miarę możliwości oczywiście. Ja wiem, że to jest fantastyka i marzenia niespełnione. Ale dlaczego nie? Ambicje kolejnych kretynów, zwalczających się nawzajem w walce o "koryto" są ważniejsze jak prawa obywatelskie dawno zapomnine, prawa nabyte, których się nas pozbawia i tworzenie nowego prawa, które ma usprawnić, a właściwie totalitarnie zawłaszczyć mój kraj.. Minęło 100 dni nowego Rządu i poza cofaniem zegarta historii nie mamy nic co dało by się polubić... Pani Premier B. ma oczywiście nieokresloną jeszcze liczbę broszek i tylko to sie liczy. Walczą te precjoza jeszcze o wizerunek z apaszką, której niezwykłe kolory oddają dysonas stylu. Inni mężowie stanu swoimi wypowiedziami podkreślają niezwykły stan apatii umysłowej, bo pewne słowa wypowiedziane przy kolacji na gminnym spotakniu - tam pasują a tu są dysonasem i kompromitacją. "Dyplomatołki" to wystarczy za całe credo. 100 dni wymiany kadr wszelkich. Aż mnie dziś sąsiad zaczepił czytelnik Gościa Niedzielnego i pyta.. Czy oni zgłupieli. Tu pozwolę sobie na cytat - Ja się nie znam na koniach, ale żeby z powodów politycznych zwalniac dyrektorów stadnin najpiękniejszego towaru eksportowego jakim są konie arabskie? Dalszy ciąg nie nadaje się do cytowania..A dla urozmaicenia dodam że nowy szef stadniny kon, widział je jak się pasą i na filmie.. O hodowli ma taki pojęcie jak ja o balecie klasycznym, choć dużo widziałem..

14:37, mareklef
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 lutego 2016

W związku z wieloma zapytaniami, jakich nie otrzymuję na temat mojego milczenia, pragnę oświadczyć, że nadal czuję się dobrze, pomimo różnych opinii na ten temat. Zespół specjalistów pod kierunkiem znanego neurologa zdecydował, że leczenie dalsze można powierzyć jedynie lekarzowi skórnemu, który wykazuje najdalej idącą dyskrecję w moich problemach powiedzmy "społecznych". Do dziś pamiętam przedstawiciela tej branży, który wołał na korytarzu znanej przychodni: - Pani z egzemą pierwsza, potem panowie dwaj - na zastrzyk. Reasumując stwierdzić muszę, że leczenie półpaśca z leczeniem alergii, ma tyle wspólnego, co leczenie anemii z antykoncepcją. Cóż czasy są takie, że alergia, nie pochodzi z Algierii, co byłoby jeszcze do zniesienia, ale na ogół z kraju rodzimego i jest po prostu uczuleniem "niewiadomonaco". Możesz mieć gorączkę, albo stan zbliżony, wysypkę, pryszcze, swędzenie, palenie i ból w nogach albo piersiach oraz szereg innych objawów i na wszystko dostaniesz stosowną tabletkę, czasem maść, albo krem, rzadziej czopek. Objawy powoli znikają, przy niewielkim kopie w wątrobę, za to przyczyny pozostają nieznane i wszelkie dywagacje na temat aktualnej polityki kadrowej, fiskalnej, obronnej, w zakresie kultury czy wydobycia kopalin powodują, albo powodować mogą dalsze wysypki, alergie, a nawet rany i urazy, że o depresji, regresji i represji nie wspomnę.

Badania uczonych tym razem brytyjskich wskazują, że marskość wątroby oraz inne niespodzianki dla tego ważnego organu można sobie zafundować stosownym leczeniem innych schorzeń i objawów, wystarczy przyjmować odpowiednie zestawy tabletek "nawszystkodziałających". Zatem odpowiadając na uroczy apel przyjaciela, pragnę zapewnić, że nawet długotrwałe spożycie alkoholu w dowolnych zresztą proporcjach - niektórym (choć niewielu) osobnikom nie szkodzi. Za to farmacja ma wiele innych i bardziej skutecznych środków. Uczeni brytyjscy, a potwierdzają to sławy polskich (medycznych) degustatorów - zalecają (przy ukochaniu stanów, zachowań i zabaw bachicznych) - stosowanie picia do pełnego rozweselenia, za to niekoniecznie codziennie. Wątroba leczona innymi środkami może się nie podnieść, natomiast już po 3 dniach, a nie mówiąc po tygodniu, czy miesiącu od wesołego przyjęcia, można spokojnie oddać się kolejnym uciechom. Czego i Państwu życzę, zamiast słuchania bieżacych wiadomości krajowych i regionalnych. 

13:56, mareklef
Link Komentarze (1) »
środa, 10 lutego 2016

Zamilkłem bo wstyd pisać…

Drodzy moi przyjaciele zamilkłem na czas jakiś i nie dziwota. Bo jak komu źle albo „w brew” to się nie skarży tylko „szable w dłoń”, albo cierpliwie stara się wydeptać i załatwić sprawy, które go żrą i bolą.

Zawsze byłem optymistą i z każdego kłopotu potrafiłem wybrnąć z humorem, nawet wroga czy raczej przeciwnika rozbawiając. Ten optymizm rymem bliżej jest dziś zwykłemu idiotyzmowi zdarzeń, któremu człowiek się poddaje jak ciele prowadzone na ubój.

Już bez dalszych wstępów stwierdzam na własnym przykładzie, że służba zdrowia w moim kraju jest totalnie do dupy. Amen. Dopiero po odbyciu modłów wszelkich można już nieco wyciszonym przejść do rzeczy, albo licytacji nieco rozpaczliwej:

1.   W Polsce zlikwidowano teoretycznie kolejki do lekarzy, ale nie do wszystkich. Teoretycznie nie ma kolejek do lekarzy specjalistów, ale.. można się zapisać do np. diabetologa, chirurga, ortodonty, psychoterapeuty, laryngologa, neurologa itd. Tylko i wyłącznie posiadając skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu.

2.   Aby uzyskać wizytę w normalnej warszawskiej przychodni czyli u lekarza pierwszego kontaktu, trzeba stanąć pod przychodnią w kolejce. Najczęściej od 6 rano, o 7 otwierają i można się załapać o ile nie został już wyczerpany limit numerków do danego lekarza. W mojej przychodni można się zapisać do konkretnego lekarza, ale czas oczekiwania to minimum 30 dni.

3.   Dopiero po wizycie u lekarza pierwszego kontaktu uzyskujemy prawo do wizyty u specjalisty. Oczywiście na podstawie imiennego skierowania.

4.   Mając to imienne skierowanie (od lekarza pierwszego kontaktu do lekarza specjalisty) rejestrujemy się  w jednej z przychodni dzielnicowych czy przyszpitalnych.

5.   Czas oczekiwania na wizytę u specjalisty w mieście stołecznym Warszawie wynosi od 89 do 150 dni.

Warto opisać też wizytę u lekarza pierwszego kontaktu. Nazwa sama byłaby niezwykle sympatyczna o ile kontakt sprowadzał by się do .. no powiedzmy wymiany poglądów na każdym poziomie i z każdą płcią.

Dla uproszczenia dodam, ze wizyta u lekarza pierwszego kontaktu sprowadza się do tzw. wywiadu. On/Ona pyta my odpowiadamy. I co się okazuje – nikt nas nie bada. Oni po prostu mając jakieś tam wytyczne nie mają na to czasu.
Byłem na kilkudziesięciu wizytach i nikt nie kazał mi zdjąć koszulki dla osłuchania, nigdy nikt nie poniżył się do zmierzenia mi ciśnienia. (oczywiście poza 2 wyjątkami w okresie 5-lat). Lekarzy, którzy mnie badali dokładnie (choćby tylko słuchawką)  mogę poznać na ulicy i wymienić z imienia i nazwiska. Tyko po co…

Każdy chce być mądry, piękny, bogaty i młody. Lecząc się w zwykłej podstawowej przychodni mamy szansę, że żaden lekarz nie zapisze nam w naszej karcie co nam po prostu jest, bo nie tylko, że nie ma na to czasu, ale on po prostu tego nie wie. Nawet zlecając nam badania krwi, moczu i zawartości różnych organów.

Można powiedzieć, że lecząc się sami osiągamy pewne rezultaty, bo po latach wiemy, jaki lek dał nam uczulenie, a inny był w kontrreakcji z jeszcze innym.

Lekarzu lecz się sam jak można powiedzieć w odniesieniu do pacjenta????

Przepisuje mi się leki na nadciśnienie.  Biorę już cztery – bo jeden i drugi i trzeci jest od czegoś innego. Jeden blokuje drugi zapewnia, a po tym wszystkim biorę następne cztery leki na cukrzycę, bo jeden blokuje, drugi zapewnia i jeszcze biorę dwie tabletki na to co nie pamiętam.. czyli nawet jak mam świetne wyniki dot. cholesterolu, to nadal mam na recepcie żeby brać..

Trzeba być naprawdę zdrowym, żeby kochać się leczyć tak „po ciemaku”, bo dopiero po latach łykania zbędnej chemii okaże się na co naprawdę jesteśmy chorzy.

Po jednym leku okropnie puchły mi nogi, oczywiście sam doszedłem do tego.. Oczywiście lekarz pierwszego kontaktu też doszedł do tego po drugiej butelce własnoręcznie wręczonej. Teraz z cukrzycą na plecach i ewentualnym nadciśnieniem, które leczę od lat.. znów dostałem lek pewnie miły albo eksperymentalny, bo mam rany na nogach. Oczywiście lekarz pierwszego kontaktu wystany za numerkiem od 6 rano stwierdził, że tabletki pewne złagodzą mój ból, pieczenie i rany. Jebał Cię pies drogi przyjacielu skoro nawet za łapówką cierpię i dzięki internetowi wiem co mam na nogach, przedramionach i lędźwiach bo to po prostu po 3 miesiącach są jaja z medycyny, którą się odczytuje na własnym smartfonie. Co na co i co po chwili. AMEN. Mam 9 tabletek różnych, które mam brać rano, w południe i wieczorem. Nikt nie powiedział, jaki skład mają i czy to mnie nie walnie jakoś…

Konkluzja jaka być może? Masz kasę czyli pieniędzy furę, zapisz się do przychodni albo prywatnej lecznicy. Tam Ci sami doktorzy ładniej utytułowani, przyjmą cię niemal za darmo bo od 80 do 250 zł za wizytę. Zlecą Ci badania, zalecą opiekę nawet we własnym szpitalu (oczywiście za sowitą opłatą). Czasem się okazać może, że ten szpital jakby państwowy, ale na zabiega trzeba czekać 2-5 lat. Jebał to piessss. Teraz już wiesz matole i mój kochany przyjacielu, dlaczego kocham ten kraj nieco wybiórczo.  I dlaczego dobijając 70-tki myślę z sympatią o emigracji. To samo pisałem w 1999 roku na pierwszym forum internetowym.. Mimo wszystko było wtedy łatwiej…

Ta nasza cholerna „służba zdrowia” nikogo już nie bada, słucha opowieści pacjenta i na tej podstawie i na jego życzenie wypisuje leki. Jak masz znajomego to tańsze jak nie, to te lepsze za które poleci na Hawaje. Ta nasza służba zdrowia to jak chore „państwo” płacisz np. podatki i nic z tego nie masz, bo ja płacę składkę zdrowotną jako emeryt i jako przedsiębiorca bez dochodu. Amen. Jebał Was pies choć tu psu ubliżam niech mi wybaczy.

Na zakończenie - proszę mi pokazać jakąkolwiek lecznicę prywatną, która wystawia faktury albo rachunki albo choćby pasek z kasy fiskalnej. Ortodonci mają się dobrze, reszta też i jeszcze płaczą że to Oni ratują nasze zdrowie. Nie już nie dam rady dłużej… Jestem zdrów jak ryba tylko mam dziwne objawy.. coś jednak mnie uchroniło przed uczestnictwem w Sejmie. Tam objawy są nazbyt widoczne. No i niestety musze dodać, że wszelkie komisje śledcze nie piją tego samego co ja. Ja mgłę widzę czasem i spadające samoloty, ale albo jest to Nowa Zelandia, albo dawniej trójkąt Bermudzki. Tu mi tylko szczęka opada i to z niechęcią. Zatruty jestem wiadomo.. Za dużo pomocy w lekach refundowanych.

14:56, mareklef
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2015

Sam nie wiem od czego zacząć. Piszę ten list w zasadzie do dwojga moich przyjaciół w Sztokholmie i w Calgary. Podobno z daleka lepiej widać, ale perspektywa chicagowska nie bardzo mi odpowiada. O tym za chwilę opowiem, a teraz wróćmy „do naszych baranów”. Mamy 16 grudnia za kilka dni święta Bożego Narodzenia, tak szczególnie obchodzone święta, związane oczywiście z ogromnymi zakupami jedzenia, prezentów i wszelkich choinkowych gadżetów.  Mamy też stan polityczny najwyższego napięcia spowodowany tym, że wszystko co dało się przegrać i oddać dawnym oponentom, to przegrano niemal na własne życzenie. W Polsce rządzi PiS , czyli partia Jarosława Kaczyńskiego. Po ośmiu latach rządów Platformy Obywatelskiej do władzy powraca (była tylko 2 lata) organizacja zwana Prawem i Sprawiedliwością.

Przegraliśmy wszystko  my jako społeczeństwo. Przegrała Platforma, przegrało SLD, przegrała partia Palikota, przegrali ludowcy (PSL). Wygrali „obrońcy krzyża”, przyjaciele Radia Maryja i „ojca”  Rydzyka, wygrali zwolennicy teorii spiskowych, nawiedzeni z towarzystwa różańcowego,  Solidarni 80 i inne grupy kiedyś ortodoksyjne, dziś zjednoczone pod jednym PiS-owskim sztandarem. Wygrali Ci co chcą zemsty za lata niepowodzeń, wygrali Ci, którzy wierzą, że katastrofa pod Smoleńskiem to zamach i że był wybuch i że ich dobijano już na ziemi.

Zaczniemy od dnia dzisiejszego. Człowiekiem, który rozdaje karty jest Jarosław Kaczyński. Poseł, szef partii Prawo i Sprawiedliwość. Nazwa nie ma się nijak do rzeczywistości, bo o obsadzeniu najmniejszego stołka gdzieś tam w powiecie decyduje prezes, nazywany obecnie naczelnikiem. Ot takie nawiązanie do naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Ten naczelnik za nic nie odpowiada, tylko jak w teatrze kukiełkowym pociąga za sznurki. On wykreował obecnego Prezydenta, on wykreował kobietę znikąd czyli Premiera obecnego Rządu.

Jest takie przysłowie, ze zwycięzcy biorą wszystko. Oni wzięli to na tyle dosłownie, że dziś spór o istnienie i prerogatywy Trybunału Konstytucyjnego to spór o to ilu tam naszych i co będą uchwalać dla nas czyli rządzącej partii. Trybunał Konstytucyjny to organ a raczej sąd nad sądami, czyli najwyższy decydent i strażnik konstytucji. Konstytucja to prawa dla obywateli i obowiązki Państwa wobec obywateli. Konstytucja jest podstawą istnienia Państwa demokratycznego. I ta właśnie Konstytucja ustanowiła Trybunał Konstytucyjny do badania ustaw, aby były zgodne z tym co nazywamy ustawą zasadniczą. Dlatego do dziś obchodzimy święto 3 maja czyli święto dnia kiedy uchwalono pierwszą polska konstytucję w 1791 roku. Oczywiście ta konstytucja nigdy nie weszła w życie, ale do dziś pozostaje wzorcem przemian demokratycznych tak samo jak konstytucja Stanów Zjednoczonych z 1787 roku. Nasza była druga na tym łez padole….

Tysiące ludzi wyszło na ulice w sobotę, aby powiedzieć rządzącym obecnie.. Konstytucja to nasze prawo niepodważalne i Trybunał Konstytucyjny jest tylko po to aby badał czy stanowione przez Sejm prawo zabezpiecza demokratyczne prawa obywateli. Dokładniej rzecz biorąc to bada zgodność stanowionych praw z konstytucją.

Partia która wzięła władzę dzięki swojemu przywódcy jest partią zemsty. Zemsty za przegrane 8 lat, zemsty za brata który niemal zginął na własne życzenie, zemsty za urojenia szczególnie związane z tzw. „okrągłym stołem” i spiskiem komuchów.  

Powrócę do tematu jak do tego szaleństwa doszło. Partia rządząca ostanie 8 lat zachowywała się jak ciotka wszystko-wiedząca. Już nie chodzi o odsadzanie „swoimi” spółek skarbu państwa, bo tu nie są ważne żadne konkursy tylko „układ”. Platforma spieprzyła wszystko co tylko mogła, bezsensowne i niespełnione obietnice prywatyzacji sprowadziły się do tego że dla władz miejskich z PO strategicznym punktem został sklep „Krówka” na Piwnej. Bo jego i wielu innych nie można sprzedać ludziom, którzy prowadzą tam sklepy, restauracje czy galerie od 30 lat. Osobną sporawą jak na podwórku warszawskim znienawidzono PO to wszelkie pseudo-prywatyzacyjne działania polegające na tym, że syn, znajomy albo przyjaciel urzędniczki, ma wspaniały dostęp do akt i nagle wykupuje roszczenia od babci nie szczególnie świadomej co się dzieje. W ten sposób kilka, a może już kilkanaście kamienic i placów wróciła do .. tych co wykupili roszczenia. Oczywiście rodzina Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz też się załapała (nawet gdyby było to najbardziej słuszne) co było kolejnym gwoździem do trumny – tonącej Platformy.

Platforma platfusów musiał przegrać także dlatego, że ich podstawowym hasłem była walka z PiS-em. Dupa blada. Ich podstawowym hasłem powinien być postęp, rozwój infrastruktura, gospodarka, budowa mieszkań socjalnych, pomoc najuboższym… Jeśli walka partyjna sprowadza się do tego, ze dwóch samców alfa chce zwyciężyć to partia ta musi przegrać. Tusk świetny menadżer ale zapiekły wróg kolegów z boiska dał totalnie dupy.. ustanawiając na Panią Premier kobietę, która nie miała charyzmy we własnej partii. Tam się liczą faceci powiedzmy „zdeterminowani”. Stawiam na Schetynę jeśli ta partia w ogóle chce się podnieść.

Dlaczego przegrał PSL bo trwał jak PO w marazmie licząc na tzw. tradycyjny elektorat. Reform żadnych, drobne poprawki do istniejącego stanu i obsada swoich we wszelkich agendach rządowo-rolniczych, aby tylko fundusze Unijne „właściwie” wykorzystać.  Teraz nastąpiła zmiana. Nowy człowiek inteligentny i z charyzmą to  Kosiniak-Kamysz.. Nie dość że świetnie przemawia i jeszcze często ma rację.. Jeszcze nazbyt ostrożny, ale ma szansę podnieść swój PSL z kolan i z progu wyborczego, bo niemal cudem weszli do Sejmu.

Palikot mój dany idol, spieprzył beznadziejnymi wypowiedziami i taki samym działaniem swój naprawdę wspaniały elektorat. Sponiewierał ludzi mu oddanych i dupa blada. Przepraszał, wycofywał się z głupich wypowiedzi, kończył i zaczynał współpracę. Razem z Rozenkiem mieli coś do powiedzenia, a jednak Rozenek więcej.. Już na etapie kiedy ten sympatyczny lublinianin (Palikot) był szefem komisji „przyjazne państwo”  jakoś ładnie to brzmiało, ale ni cholery nie działało.

Ok. SLD to kolejny chłopie c do bicia.. Ale na własne życzenie. Przywódca to już nieco wiekowy Pan specjalizujący się w tzw. „bon-motach” , aforyzmach i dowcipnych powiedzeniach, z których najsłynniejsze jego samego dobija bo nie wie jak skończyć. Wyborcy powiedzieli jak. Jest Pan Miller i jego ferajna już poza Sejmem i mają marne szanse aby kiedykolwiek powrócić.. Jego obecne umizgi do PiS-u są tylko żenujące.

Minęło kilka dni kiedy piszę (w odcinkach) te parę słów i okazało się, że zupełnie nowa formacja czyli partia Ryszarda Petru Nowoczesna.pl dogania w najnowszych sondażach partię rządzącą czyli PiS. No to jest zupełnie niesamowite. Bo oni mieli tylko krótki 8 – punktowy program, jasny i czytelny dla wszystkich. Sprowadzający się do prostej ekonomii i reguł rynku. Teraz są siłą spajającą wiele dążeń i pragnień, i są alternatywą na „ciepłą wodę w kranie Platformy” jak i dla zmurszałej lewicy, która powoli podnosi się z kolan ale już pod przewodnictwem kobiety (nareszcie) Barbary Nowackiej. Notowania Zjednoczonej Lewicy wciąż są na granicy progu wyborczego czyli 5 %.

Rozpisałem się okropnie, ale sam dla siebie chciałem co nieco uporządkować. Dlaczego poszło wszystko źle – bo rządzący trochę zapomnieli o swoim elektoracie, przykrywając się ciepłą kołderką przywilejów, budując program do zwalczania PiS-u, a nie jego alternatywę. Od lat nie głosowałem już na PO bo po prostu nie można budować przyszłości na tym, że jesteśmy jedynymi co obronią przed Prawem i Sprawiedliwością Jarosława Kaczyńskiego. Teraz PiS wziął wszystko. Wymiata spółki skarbu państwa (ciepłe posadki za ogromne pieniądze), wymiata Trybunał Konstytucyjny w domyśle całe sądownictwo, żeby te wyroki były takie jaka „sprawiedliwość dziejowa” nastaje. Może to nie będzie do końca wojujący katolicyzm, ale wiernopoddańcze pielgrzymki do Pana Rydzyka w Toruniu mówią swoje. Kiedy Prezydent łamie prawo, a partia która go wyniosła to firmuje, wtedy nie dziwota, że były prokurator z czasów komuny występuje jako jedyny sprawiedliwy, bo we właściwym szeregu.

Warszawiacy, Poznaniacy, Wrocławianie, Krakowianie, i dziesiątki ludzi z innych miast mają tylko jedną alternatywę. Wychodzą na ulicę i dają wyraz swojemu oburzeniu na łamanie naszej konstytucji.  To nie są żadne oszołomy, a całe rodziny z dziećmi, którzy  nareszcie chcą powiedzieć coś od siebie. Niepotrzebne nam obiecanki, pseudo – ustawy, nagłe reformy - potrzebne nam stabilne, spokojne i przewidywalne dla nas i naszych dzieci życie i tyle. Nie chcemy nigdzie jechać, bo tu jest nasz kraj i nasze życie. Emigracja to żaden wybór, to pasmo cierpień, wyrzeczeń, trudnej adaptacji i szukania na stare lata nowego miejsca w świecie, który nie jest zbyt tolerancyjny. Tu jest nasz kraj, a nie „chata z kraja”, czyli budzi się dziś społeczeństwo obywatelskie nie takie zadeklarowane, ale takie że nie damy się zakrzyczeć oszołomom nawiedzonym żądzą zemsty za choćby katastrofę, która była zwykłym wypadkiem lotniczym zawinionym niekompetencją, arogancją i lekceważeniem warunków lotu.

Mamy nadzieję, ze jeszcze ten kraj wróci do normalności. Można się za to  modlić, można odmawiać różańce, ale można też działać, organizować się, protestować, a potem tworzyć, współdziałać i żyć ….żyć w cudownym kraju o przepięknych krajobrazach, górach, zabytkach i żyć w sferze wspaniałej niekontrolowanej (bo i po co) kulturze, dać szansę artystom, twórcom, wynalazcom i zamknąć wszelkie rozliczenia, anse i nienawiści.

Marzyciel.. jasne wiem to tylko marzenia, przecież sąsiad znów stanął pod moim płotem zaraz mu spuszczę powietrze.. haha żartowałem…

10:39, mareklef
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 listopada 2015

Jak przejrzę na oczy, czyli co z tą Polską…

Droga Honorko, drodzy kanadyjscy przyjaciele, mili moi tu tam i wszędzie.

Jak przejrzę na oczy? Jasne. Najpierw muszę się udać na operację jak orzekł śniadolicy pan doktor. Porozumienie byłoby niepełne i nigdy niedopowiedziane gdyby nie kolejne 3 wizyty. Po pierwsze primo jak mawiają starożytni – coś mi odbiło, że czas zmienić okulary bo jakoś gorzej widać, i teraźniejszość,
i przyszłość..  Pan doktor ma nazwisko orientalne i mówi dosyć szybko po polsku z sympatycznym nieznanym akcentem, ja słucham z kolei dość wolno i niewyraźnie. Ostatecznie – dostałem skierowanie na operację, a ponieważ jestem ubezpieczony podwójnie – to mam czekać rok z okładem. No bo nie dość że płacę ten ZUS (od emerytury potrąca się składkę na ubezpieczenie zdrowotne) to jeszcze dopłacam do niego też płacąc składkę zdrowotną od działalności gospodarczej. Nie prowadzę fabryki, wytwórni ani hurtowni. Sam sobie sterem i zatopionym okrętem, czyli dochód nie dający się skumulować, ani obliczyć jakkolwiek do podatku. Ale ubezpieczenie „od niechybnej śmierci” i tak żąda comiesięcznych wpłat co czynię z narastającą niechęcią.

Konkluzja jest taka płacę dwie składki co miesiąc, a na operację oka prawego finansowaną z tych składek (lewe może poczekać) - muszę czekać do kwietnia- marca 2017. Chyba, że wymrze połowa kolejki. Mam i tak lepiej jak znajomy z Krakowa, jemu „zaśpiewano” – czas oczekiwania – 4 lata. Są i takie zagrania, że polscy lekarze np. z Częstochowy operują w Pardubicach (Czechy) i tam jest taniej, a część zwraca nasz NFZ (fundusz opieki zdrowotnej) bo musi w ramach umów z Unią Europejską.

Dobra. Dobra… Ja tu gadam o jednym oku, a są dwa i też można powiedzieć poetycznie „srebrzysta mgła przesłania mi oczy”.

Ok. to było tylko tytułem wstępu przechodzimy do tzw. „ad-remu”  czyli nikt nic nie wie, a wszyscy łykamy to samo. Otwieramy okienko jak się mawiało dawniej czyli telewizor, nie wiem czy są jeszcze słuchacze radia poza melomanami? Teraz jestem pod ścianą, może być historyczna czyli na pewno z cegły. Teraz to modne i bez tynku.

Będzie po mojemu i bez upiększeń. Co ja mam sądzić o nowym rządzie, skoro nikt tego jeszcze nie próbował. Rząd jak rząd, stanie szeregiem, usiądzie w krzesłach wokół owalnego stołu i .. zacznie się uśmiechać do siebie. Chłopaki i dziewczyny (wiek nie gra roli) – TERAZ MY!!!. W zasadzie każdą uchwałę da się uchwalić ekstra-szybko, w zasadnie można zmienić kierownictwo telewizji czy radia, a może nawet wymienić kilka redakcji prasowych. Tylko niewielki prztyczek powali media internetowe, bo tam rządzi ten co płaci, a nawiedzeni żeby istnieć musza mieć świetnych hakerów.

Nie uważam obecnego rządu za nawiedzony. To jest rząd spełniony. Spełniony marzeniem i życzeniem Ojca narodu. Bo w końcu wszyscy chcieliśmy, żeby ktoś tą futrzaną uździenicą wziął nas za pysk. Pan i Bóg  to nie terroryzm i nie nawiedzony krąg znajomych – to piękna w kształcie i pomyśle ideologia zespolenia Narodu wokół TOTALNEJ BZDURY. Taką bzdurą jest przypisywanie cech nieomylnego prezydenta, człowiekowi czasem zagubionemu (takie odnosiliśmy wrażenie), lekko alkoholowego w czerwonym winie, szalenie spolegliwego wobec brata. Ten sympatyczny Pan zginął głupią śmiercią zawinioną przez dumnych matołów (bo polski lotnik to na drzwiach od stodoły poleci). Jedni wiedzieli lepiej jaki ma być skład osobowy, inni wiedzieli lepiej jak latać i lądować, a jeszcze inni wiedzieli lepiej dlaczego teraz tu i w tej cholernej mgle. Chwała i cześć zmarłym. Ta Rosja tak bez względu na nasze historyczne zaszłości i konotacje oraz nienawiść do sowieckiego reżymu – w tej katastrofie służyła tylko brzozą i ziemią o którą się rozbito.
I trzeba pamiętać, że wtedy służyła wszelką możliwą pomocą. Tak to pamiętam. Pierdoły o zamachu są prześmieszne, bo komu niby ten zamach miał służyć. Po co zabijać Prezydenta kraju, od którego nic nie zależało…

Dołem totalnym okazała się polityka partii zwanej Platformą Obywatelską. Śmiałem się kiedyś z tej nazwy bo platforma to coś co buja się na fali. I tak wyszło. Wszyscy liderzy spadli i to był początek „olewania głosu ludu”. Totalna ignorancja obywateli np. przez władze Warszawy. Już dawno zmieniliśmy ustrój, a do tej pory dziesiątki jak nie setki i tysiące, lokali, domów, kamienic są w jurysdykcji „miastowej”. Oznacza to że dekret bandyty, sowieckiego szpiega i pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej Bolesława Bieruta, do tej pory odciskają się piętnem na naszym życiu współczesnym. Ten facet jednym pociągnięciem pióra upaństwowił wszystko. I już. Od tej pory wszystkie place, kamienice i podwórka miasta stołecznego Warszawy były „państwowe”. Potem pozostało w niektórych obywatelach tylko jego myślenie. Jeśli „państwowe” to niczyje można rozszabrować ukraść, rozbić, zabrać. To samo myślenie przeszło na szczebel magistratu czyli urzędu miasta. Nasze, urzędowe, nie damy, sami rozkradniemy, sprzedamy znajomym, weźmiemy łapówkę, ogłosimy, że miasto jest w odbudowie (dziś w restrukturyzacji). Na tej samej zasadzie przez dziesiątki lat kilka firm pod jedną dyrekcją, albo dwoma przekładało bruki na całym Starym Mieście i do dziś przekłada. To się dzieje wszędzie na świecie, tylko nasz kraj mały i tu lepiej widać, a czasem niektórzy nagrywają.      
Platforma przegrała swoją ignorancją lekceważeniem i butą. To mogła być dobra partia koncyliacyjna i koalicyjna, a wyszła jak ostatni krzyk tej miłej i sympatycznej przewodniczącej, która na taki koniec swoich ambicji nie zasłużyła. Amen.

Są następcy. Oto nowy rząd. Premierem jest Pani Beata Szydło. Dopiero co Pan Prezydent wręczył nominacje. Oni się znają świetnie na krytyce, której nie przyjmują do wiadomości. Tyle wiem ze wstępnych doniesień. Ile się znają na gospodarce, polityce społecznej (to czy kochają nas, czy tylko siebie?) i ile się znają na spolegliwości czyli współpracy i koalicyjności, a może nawet wspólnym zdaniu, wtedy się dowiemy, kiedy będzie mowa o podatkach, opłatach i o moich opłatach na ZUS.

Co z tą Polską?. Nie martwmy się, to mały kraj, wielu tu od machania szablami, tylko ten sprzęt nieco przerdzewiały historią wątpliwą. Albo interpretowaną na zasadzie co komu wygodnie. Właśnie ukazał się 1 tom nowej historii Polski. Tak jakby trzeba było ją pisać ciągle od nowa. Autorem jest Pan profesor z krakowskiej uczelni , często występujący w TV TRWAM.
Według opinii niektórych internautów, opiera się na wątpliwych relacjach Kadłubka i ogólnie ta historia ma mieć wydźwięk zwycięskiego polskiego katolicyzmu. No to ja wracam do innego profesora, który nie musi mieć żadnych konotacji, zaszłości i ma pewien dystans prawdziwego naukowca. Ten Pan nazywa się Norman Davies. Podobno jest tylu Nowaków co Kowalskich, ale na szczęście nie wszyscy zajmują się historią.Jeden Anglik co zajął się historią taką jak jest i jaka była.

Przed nami koszmarny problem uchodźców. Zrodziliśmy się przyjąć ileś tam rodzin (po weryfikacji). Mogło to dotyczyć ok 7 tyś osób. Teraz po ataku terrorystycznym na Paryż, nowy minister ogłasza, że raczej nie przyjmiemy nikogo. Przecież w ramach repatriacji i przyjmowania Ukraińców ze stref wojennych to okazuje się ,że 150 tysięcy ludzi jakoś wchłonęliśmy bez bólu. A ilu u nas teraz mieszka Wietnamczyków. Na pewno nie mniej jak 100 tysięcy. To są najbardziej lubiani usługodawcy i drobni przedsiębiorcy.  U nich za 10 zł skróci się nogawki od nowo kupionych spodni, u n ich kupi się emerycką kamizelkę, którą widziałem nawet na rodowitym Paryżaninie. Są i Chińczycy, biznesmeni, którzy w Warszawie nawet mają własne osiedle. I komu to przeszkadza? Nikomu. Bardzo za to zbogacili warszawską ofertę gastronomiczną.

Nie chcemy zabijać, nie chcemy być zbijani. Nasza Polska dopiero się rodzi we wzajemnej przyjaźni, zrozumieniu i tolerancji. Nie podzielą nas dyskusje zastępcze o „in vitro” czy „związkach partnerskich” bo każdemu życiu damy szansę. Każdy ma prawo żyć, dziecko porzucone, z poczęcia, wzdęcia i z każdej literackiej bzdury. Nikt nie ma prawa odbierać nikomu życia w imię religii, ideologii i …wróćmy nad łąki, jeziora i tam gdzie zaczyna się miłość człowieka do człowieka i do przyrody (potem do człowieka).

Rozpisałem się i nawet nie odpowiedziałem na pytanie co zrobi ten nowy rząd. Ważne abyśmy się nie musieli wstydzić, bo jak wiem już z buńczucznych zapowiedzi ministrów PiS to wojna z Niemcami niechybna. No to jeszcze trzeba tradycyjnie dokopać Rosji, skrytykować Czechów i nikt nam nie skoczy, najwyżej pokaże się gest Kozakiewicza. Ktoś się czasem uczy pokory, dyplomacji, ale nie Ci co dopiero się dorwali do władzy. To świerzaki. Oni muszą dopiero się sparzyć. Czy nas na to stać? Oczywiście nas stać na wszystko przecież to Polska.

14:17, mareklef
Link Komentarze (1) »
czwartek, 15 października 2015

Tych co wiedzą wszystko, tych co znają historię naszą jako pasmo nieustającej martyrologii, albo też pasmo jedynie słusznych powstań – wysyłam na śmietnik – na „śmietnik historii”. Umowny jest ten „śmietnik” czyli poza nawiasem wszelkiej dyskusji, bo dyskutować można i pięknie się różnić, ale fakty są jakie są i nie muszą być ani wygodne, ani przyjemne.

Każdy naród i każde państwo hołubi swoją chwałę i niezwykłe dokonania. Mój wspaniały przodek (bo każdy niemal ma wspaniałego ojca) zawsze twierdził, że największym fałszerzem historii jest Imperium Brytyjskie, bo choćby to była tylko Wielka Brytania to zawsze Wielka. To samo dotyczy Czech, Ekwadoru, Meksyku czy Indonezji. Każde Państwo jest wielkie dla swoich obywateli i jest dumne ze swojej historii.

No i coś się w końcu „rypnęło” bo niektórzy (oczywiście niby „nawiedzeni”) historycy nagle zaczęli odkrywać, że jakiś tam król (niby z nazwy wielki) - był całkiem niezłym tyranem i nie dość że przy okazji także syfilitykiem, to poza katolicyzmem stosowanym okazjonalnie uwielbiał tortury wyłącznie nagich – rzecz oczywista - czarownic. 

XXI wiek niesie w sobie niesamowity ładunek intelektualno-naukowy z którym ścierają się – wszelkie wiary i religie, jest tu też nienawiść do obcych, nienawiść do zakłócania raz ustalonego porządku, tęsknota za rządami „silnej ręki” i naiwna wiara w to, że dawniej było lepiej. Gówno prawda.

Dawniej było gorzej i to nie podlega żadnym współczesnym wzorcom, które dają się jakkolwiek zmierzyć. 

Wracając do naszej ciemnoty dopiero w 1861r. nastąpiło zniesienie pańszczyzny w Królestwie Polskim. To oznacza, że dopiero 150 lat temu ponad 90 procent populacji naszego kraju mogło zacząć się przemieszczać w granicach powiatu, guberni (?).  A gdzie jeszcze prawo głosu, albo prawo własności? Do tego trzeba dodać, że obywatele nasi nigdy nie byli sobie równi od czasów niemal neolitu. Ale tak było wszędzie może poza wyspami Triobranda, które opisał nasz rodak Malinowski.

Wiedza nasza jest płytka jak znajomość realiów, bo po co czytać książki czy jeszcze gorzej opracowania historyczne, skoro leci fajny serial i jak zwykle nie bardzo wiadomo z kim Maryśka miała dziecko, to teraz wiadomo że ten przystojny i tak się z nią ożeni, bo taka jest potęga miłości i idiotyzmu papki intelektualnej, która spełnia fantastyczną rolę – ukrytej reklamy, kształtowania gustów, a nawet wmawiania nam która partia będzie nas „godnie” reprezentować. Papka telewizyjno-serialowa zwalnia nas z myślenia, dlatego powstał jeszcze większy idiotyzm – nazywany sitcomem. Tam nawet nam matołom podpowiedzą kiedy się należy się śmiać i mamy tą pewność, że zawsze będzie „o dupie Marynie”. Czyli idziemy spać z tą samą pustką jaką się obudzimy. Może to dobre dla organizmu, ale czaszka może nie być spokojna – bo nadejdzie czas kiedy zdominuje nasze myślenie, nie głupi serial, a – pytania naszych dzieci. Kocham te seriale południowoamerykańskie z Wenezuelą na czele, bo  cudnych dziewczyn z głębokimi dekoltami nie zobaczę nigdzie indziej, ale po 10 minutach tej „cudnej” gry aktorskiej mam dosyć i ..dziękuję

Po co mi w tytule ten wujek w Wermachcie? Prosta sprawa – mój ukochany i najbardziej w życiu szanowany wujek (najmłodszy brat babci) – też służył w Wermachcie. Był mieszkańcem Wrześni. Miasteczka, a teraz dumnego miasta – powiatu  i jako obywatel państwa pruskiego (w czasach I wojny światowej)  po prostu podlegał jurysdykcji pruskiej. Takie było prawo, że obywatel tego państwa był jak trzeba żołnierzem, a gdyby go rodacy wybrali to i posłem w ówczesnym Berlinie. Mojego cudownego wujka zapytałem kiedyś czy strzelał wprost do wrogów. Tak żeby zabić. Odpowiedział mi niezwykle pięknie:  Strzelaliśmy wysoko i na szczęście Bóg kule nosił. Może stąd „liberté, égalité, fraternité” znaczy teraz – walczyliśmy – ALE nie chcieliśmy zabijać. Przecież z tamtych dawno zapomnianych i jakże morderczych czasów pochodzi powiedzenie – fraternizacja. Ludzie byli w okopach naprzeciwko siebie – latami. W końcu mieli dosyć. Teraz już nie ma miejsca na fraternizację bo odpalamy rakiety.

Kocham Sienkiewicza za jego bajkową historię, która ma niewiele wspólnego z dawną rzeczywistością, kocham Pawła Jasienicę, który pierwszy dał mi poczytać o naszej historii, no i oczywiście kocham Normana Davies’a który zniewolony przez polską białogłowę tu osiadł i  nasze dzieje opisuje. W końcu jest niby zimnym Anglikiem, a okazuje się gorącym komentatorem.

Kocham Jurka Besalę – bo jego - miałem honor poznać osobiście, za to że pisze o naszej historii z humorem, bez martyrologii i wycierania kolan w starych spodniach. Teraz pewnie zakocham się w dziewczynie która nazywa się Olga Tokarczuk. Dopiero co dostała nagrodę NIKE za swoje „Księgi Jakubowe”.
Nie czytałem jeszcze, ale to kolejny niezwykle czy arcy-trudny temat. Ratowaliśmy Żydów ryzykując życiem (vide Bartoszewski i setki innych opracowań) z drugiej strony antysemityzm był czymś w rodzaju pogardy i szans na lepsze życie (z ich rzeczami, sprzętami?) zagrabione bo ich już nie ma. Nie mogę o tym myśleć spokojnie, ale nie mogę też przejść do tematów - jakie to są wspaniałe lody na Chłodnej (bo są) – dawnej głównej ulicy Woli - wtedy dzielnicy śmierci i ulicy przechodniej między Gettem małym i dużym. Od tego wszystkiego czasem trzeba odpocząć. A ja tu po prostu mieszkam. I niemal co dnia przechodzą pod moim domem dziesiątki i setki młodych ludzi, którzy tu przejeżdżają z Izraela. Taki mają program w szkole średniej, że muszą zobaczyć na własne oczy gdzie była kiedyś także ojczyzna ich dziadków. Bo tu, żyli, handlowali, pracowali może jak wszyscy byli także czasem szczęśliwi, a potem przysyła wojna i zabrała im życie, godność i …szli do ziemi obiecanej przez komin.

Miałem wujka w Wermachcie. Miałem ojca w armii Andersa. Jak mam przekazać naszą wiedzę dzieciom o uwarunkowaniach historycznych? Z tym sobie poradzę, ale jak powiedzieć o naszej historii rodakom, którzy zadowalają się papką medialną i jedyną racją jest obchodzenie przegranych bitew i bój o pomniki, i pamięć tylko co nieco zmodyfikowaną. Historia to nauka o FAKTACH, a nie rozważania, gdzie można domniemywać, że pod Grunwaldem zwyciężali wojowie zapewne już z czerwoną gwiazdą na tarczach.

Jesteśmy w przededniu wyborów i nie ma takich pomyj (podobno bardzo brzydka karma dla świń – skądinąd bardzo przyjaznych  zwierzątek), których by na siebie nie wylano. Na kogo będę głosował nie zdradzę pod warunkiem, że będzie to partia nowoczesna, bez starych pierdołów (programowych) - od których i ja się odcinam.

Co ja w końcu chciałem Wam powiedzieć, że ..nadal każda emigracja ma sens. Jesteśmy przed zmianą rządu i zapewne opcji politycznej. To nie jest dobra wiadomość, bo będą rozliczenia czasów minionych i nikomu już niepotrzebnych jak wspomnienia żony byłego prominenta. Ale o tym w następnym odcinku. Czego się mamy spodziewać? Manny z nieba? Dziś wnuki dziadka z Wermachtu mają tysiące ofert pracy nie tylko dla Polskich pielęgniarek, ale głównie dla ludzi nauki, informatyków i w ogóle tych co po prostu chcieli się uczyć (języków także), ale tak jest w każdym kraju na zachód od Polski.

Miałem wujka w Wermachcie. Możecie na mnie nie głosować. Będzie to tym łatwiejsze, że nigdzie nie kandyduję. 



09:42, mareklef
Link Komentarze (1) »
środa, 30 września 2015

Wrzesień czyli jesień…
Lubię wrzesień, bo nawet we wspomnieniach (dziadka), wrzesień kojarzy się z początkiem szkoły. I przez wszystkie szkolne wrześnie wiedziałem, ze dawne grzechy są już za mną, a ja oczywiście z zapałem mogę otworzyć nowy podręcznik i na nowo zasłużyć na jakąś lepszą ocenę. Jak to w życiu nie tylko szkolnym bywa, podręcznik okazywał się nudny, a życie pozaszkolne niezwykle ciekawe. Każdy repertuar kina był ciekawszy jak nudne lekcje, czy późniejsze wykłady. Jako działacz „opozycji” (jakiejkolwiek) mógłbym napisać, że wtedy podręczniki były „reżymowe”, zakłamane i pełne obcej nam ideologii. Śmiech pusty czyli usprawiedliwienie wagarów, które dziś wspominamy jako młodzieńczą przygodę, bo trudno do „reżymowych” zaliczyć królową nauk – matematykę, a także inne przedmioty ścisłe, no i skoro „wciskano nam” Konopnicką i Sienkiewicza, a z pewną ostrożnością w końcu i Mrożka no to moja teza „opozycyjna” leży i kwiczy.

Lubię wrzesień – bo tegoroczny miałem szczególnie udany. Niespodziewana niespodzianka to wakacje wrześniowe w Kołobrzegu. Byłem tam prawie 40 lat temu i jedynym miejscem które pamiętam była hotel „Skanpol”. Pewnie budowali go Szwedzi, bo na tamte lata był szczytem nowoczesności i wtedy jeszcze bez okularów moje oczy widziały tylko najpiękniejsze kobiety, a nie perły architektury. Dziś to miasto jest dla mnie piękniejsze niż dziesiątki innych. Dziesiątki jak nie setka niemal ośrodków, sanatoriów, pokoi gościnnych i jakby dwie strefy. Do torów kolejowych miasto, za torami strefa sanatoryjno-wczasowa.    

Spacer zacznę od miasta, które w 1945 roku pod koniec II wojny światowej zostało zniszczone w 90%. Dziś to bardzo ciekawa Starówka z niesamowitym Urzędem Miasta, który wygląda jak zamek obronny, ale tak przyjazny, ze wokół ogródki kawiarniane, mnóstwo zieleni, kamieniczki stylizowane i chodniki ze starych płyt kamiennych, jakie pamiętam np. z Poznania. W jakąkolwiek stronę się udamy wszędzie parki, skwery i zieleń tak cudownie zadbana, że warszawiak przyzwyczajony że tak tylko w ogrodach (Saskim czy Krasińskich) przeciera oczy ze zdumienia. Tam tak jest wszędzie. Dalej będzie jeszcze gorzej.. czyli zdumienie sięga zenitu, bo kiedy idę np. ulicą „Solidarności” w Warszawie to wszędzie leżą setki petów czyli ktoś „rzucił palenie”. Tam nie ma ani jednego papierka, walających się puszek, a jak coś znalazłem to wołałem żonę, choć zobacz - nasi tu byli. Są i bloki z  płyty, ale takie były trendy i mody architektury w latach 70-tych i dalej i mieszkają tam nadal ludzie, ale za to mają balkony od 1 piętra.   

Część sanatoryjno-wczasowa jest jeszcze piękniejsza, ze wspaniałym deptakiem, nowoczesnym molem z kawiarnią, ogromną – czyli szeroką plażą (skąd oni biorą ten piasek), niezliczoną ilością małych restauracyjek, pizzerni, smażalni, punktów sprzedaży ryb wędzonych, lodziarni i cukierni. Domy wczasowe i sanatoria to szczyt nowoczesności z szybkimi windami, przeszklonymi ścianami, to już niemal wieżowce i niemal 100 metrów od morza. Oczywiście nie muszę wspominać, że każde skorzystanie z ogólnodostępnej toalety kosztuje 2 złote i tyle samo wstęp na falochron zachodni, który zaczyna się pod latarnią morską. Nie wchodziłem na górę, bo z dołu to samo i lepiej widać i mniej kosztuje. Pamiątki też tu mają swój targ i tyle samo szmiry co gdzie indziej, tylko odpowiednia tematycznie. Ale, ale – to nie do końca prawda – spotkałem sklepy z cudownymi antykami albo rzeczami nieco starszymi związanymi z morzem jak i niezwykłe sklepy i galerie artystyczne. Tak więc jest coś
dla wycieczki szkolnej, jak i konesera staroci. Można dyskutować latami o gustach, ale cenię i szanuję władze Kołobrzegu za to, ze na głównym deptaku mają swoje miejsce miejscowi, a może i przyjezdni artyści. Malarstwo olejne, akwarele, tematycznie różne i często zachwycające, albo wymagające zatrzymania się na chwilę. To lubię, to kocham, bo kiedy patrzy się na coś pięknego, wtedy uśmiech jest rzeczą absolutnie naturalną.
Plaża w Kołobrzegu jest cudowna szeroka i z nawiezionym piaskiem. Widać to szczególnie pod domem Dudy. Tak tu się śmieją miejscowi i turyści oglądając jak buduje się nowe podejście do plaży przed domem wczasowym „Bałtyk”. To budynek który ma podobno 238 pokoi (z apartamentami na ostatnim piętrze) i tu zaczyna się historia która nas mało interesuje, ale o której można wspomnieć bo prasa o tym pisze - "Bałtyk" to sanatorium lecznicze ale we władaniu związków zawodowych „Solidarność”, czyli jak powiedział ostatnio przewodniczący tej organizacji to Jego własność. Skąd te słowa – z nadmiaru pychy zapewne, bo szef ma i musi odpoczywać w luksusach za które nie płaci nic, albo 86 zł za apartament który dla innych kosztuje 1300 za jeden dzień.
Nie pytaj mnie do czego we współczesnej Polsce są związki zawodowe. Pytaj mnie dlaczego oni tak tęsknią za przywilejami socjalizmu. Wtedy kadry decydowały i wypoczywały też za nasze.. Tak niestety tak.
Kołobrzeg to cudne miasto poza okolicami dworca, ale jest tu też Parsęta rzeka dość bystra i cudownie zagospodarowana. Nad jej brzegiem idąc ulicą Rzeczną (tu parkowałem) jest oczywiście ścieżka dla rowerów, a także jednokierunkowa jezdnia, gdzie jedziemy tylko 30 km na godz..
Kołobrzeg nastraja do refleksji. Bo warto pomyśleć o tym mieście, gdzie w kilku sanatoriach można zmówić obiady. Koszt to 20 zł od osoby, ale są 3 dania czyli – zupa w ogromnej wazie (ja dostawałem tą dużą, żona mniejszą bo na diecie) i kto to zje? – oczywiście drugie danie inne dla każdej diety łącznie z cukrzycową i jeszcze deser, albo owoce, albo ciasto domowego wypieku. Ok. Jestem żarłok i uwielbiam dobrą kuchnię, tylko jak to się stało, że po powrocie do domu założyłem koszulę, która się na mnie nie dopinała od 2 lat. Mało tego ..jakiś luz i bez problemu wbiegam na 2 piętro.
Ponieważ już jesteśmy w ogniu walk przedwyborczych moje wspomnienie z niemal jesiennych wakacji nie dotyczy domu związków zawodowych, czyli jak mówią w Kołobrzegu – „domu Pana Dudy”, który ma podobno także osobisty apartament dla siebie, znajomych i pieska małego. A ten piesek , ma też swoją miseczkę i ręczniczek grawerowany. Mamy teraz Prezydenta, który też nazywa się Duda i on nie ma pieska, ale może mieć, za to ma dwie eleganckie Panie obok siebie. Jego szef wzywa Go tylko po nocy i nie musi mieć żony za to zawsze ma rację. Witajmy, witajmy, bo jak znam życie w tym kraju im szczerze witają tym szybciej się żegnają. Bo tu gość w dom to po 3 dniach jak ta ryba…
O wyborach naszych jeszcze napiszę bo nie ma nic weselszego jak poszczekiwania i obgryzanie nogawek, choć obecne wybory mogą kąsać nieco wyżej. Już kończę bo zmierzam ku niebezpiecznym rejonom polityki współczesnej.

17:38, mareklef
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37
free counters
Free counters od 2.10.2011