Uśmiechnięto, ironiczne spojrzenie na życie codzienne w stolicy i okolicach nieco dalszych, czyli groch z kapustą, albo podróże po Polsce, albo dziennik osobisty, albo polityka krajowa nieprzystosowana, czyli wszystko co ucieszne i zmuszające autora do podrapania się po łepetynie w chwilach najmniej spodziewanych.
Blog > Komentarze do wpisu

Pieniądze w totku, pieniądze w banku...

Jeśli czegoś nie wiesz zapytaj, jeśli pytany nadal nie wie, raduj się, bo rozwiązanie sam znajdziesz i lepsze to jak krzyżówka.
W ostatnim tygodniu przygód z niekompetencją, pewnym lekceważeniem klienta oraz ogólnie wesołą wariacją - miałem kilka.
Pierwszy raz podpadłem firmie Lotto, która jak głosi, nie ma nic wspólnego z totolotkiem, a za to ma wiele wspólnego z totalizatorem sportowym. No i juz widać jak na patelni, że ktoś coś przespał, bo i tak grając u jednego monopolisty wszyscy wierzą święcie że to po prostu totolotek.  Guzik prawda, bo totolotek.pl to zakłady bookmacherskie, obstawianie wynników meczów (i tak dawno roztrzygniętych) czyli zakłady piłkarskie, zakłady konne, ale żadnych numerków i losowań. Po tym nieco przydługim wstępie wiemy ze grając w Lotto, Lotto Plus, Mini Lotto czy Multi Lotto to wcale nie gramy w totolotka. Amen.
Zmiana nazewnictwa na nic się nie zdała bo i tak większość idzie grać w totka, albo totolotka, choć tylko skreśla numery, a o koniach i piłkarskich zakładach może wogóle nie mieć pojęcia. Ten co przegapił zarezerwowanie odpowiedniej nazwy pewnie dawno w piekle się smaży, albo już dawno awansował (co bardziej prawdopodobne).
Dla podtrzymania dobrego nastroju opowiem dykteryjkę o tym jak zagrałem w grę zwana Lotto Plus i co z tego wynikło. 30 stycznia 2013 roku o godzinie 12:49:59 zawarłem (!) zakład za 8 zł czyli obstawiłem 2 zestawy cyfr. Okazało się, że gra z tzw.plusem ma swoje zalety, bo o ile nie wygrałem w Lotto to w Lotto Plus były trzy trafienia, płatne regulaminowo w wysokości 10 zł. Postawiłem na szali hazardu 8 wygrałem 10, co i tak jest wynikiem pozytywnym.
Niestety tu koniec przyjemności i zaczynają się schody. W kolekturze pewnej (nie tej co zagrałem i wygrałem tą szaleńcza kwotę) po oddaniu szczęśliwego kuponu dowiedziałem się, że to kupon na dzisiejsze (a było to w sobotę) losowanie i kupon mi zwrócono. Zagrałem w czwartek i nie zdarza mi sie grać z wyprzedzeniem, ale kobiet słucham, więc odszedłem skruszony. Po chwili jednak, choć z niechęcią, wyjąłem okulary i sprawdzam. Kupon puszczony w czwartek, w czwartek też ta szalona wygrana padła. Idę do drugiej kolektury, bo już nie chce mi się wracać, a tam panienka miła odczytuje, że wygrana wypłacona w innym terminalu (tak nazywa się ta maszyna lottomatowa). Wracam zatem 15 minut po zdarzeniu do pierwszej rozmówczyni, która zaprasza mnie na zaplecze i każe sprawdzać wydruki wypłat jakie dziś dokonała. Niespotykane zaufanie, nie spotkało się z moja aprobatą, bo co ja będę w czyiś papierach grzebał. Od tego są stosowne służby kontrolne. Ponieważ maszyna odmawiała nadal wypłaty poszedłem skruszony i zasmucony nieco do domu. Czy należało się poddać, wszak nie tylko powinienem wycofać zainwestowane 8 zł ale i dodatkowe 2, co już serce raduje, choć kieszeń wcale. No i napisałem donos o tym zdarzeniu czyli reklamację. I tu plus dla firmy Lotkowej bo dla ułatwienia każdy kto ma drukarkę (ha, ha, albo cha, cha) może sobie stosowny dokument wydrukować, wypełnić i wysłać.
Ponieważ nie ma tam żadnego miejsca na uzasadnienie zwrotu tej szalonej wygranej (podałem numer konta) napisałem kilka zdań na odwrocie. Listu nie posłałem jako poleconego tylko jako priorytet, aby zmieścić się w kwocie obiecanej wygranej. Jeśli nie dostanę żadnej odpowiedzi, to znaczy że do rzeczonych 8 złotych dopłaciłem jeszcze 2 zł 35 groszy, a jeśli dostanę zwrot owej "dychy" to i tak 35 groszy "w plecy".


Bawi mnie to niepomiernie bo jeśli Czytelnik, albo urocza Pani pozwolą to dalej jeszcze chwilę o pieniądzach i niekompetencji.
Otóż, dnia pewnego - właśnie wyszło słoneczko - obiecując wiosnę - z radością udałem się do oddziału PKO SA przy ul. Żelaznej. Znajomej pięknej pani o kasztanowych lokach nie było więc wycofałem się za przyzwoleniem pozostałego personelu. W małym tym oddziale tylko dwie Panie mają uprawnienia do obsługi przekazów Western Union, ale są ferie i pewnie dzieciaki gdzieś nareszcie wywiozły swoje mamy. I słusznie.
Zaraz obok na ulicy Białej 4, też oczywiście w mieście stołecznym, na wprost wejścia kontuar czy stoisko niemal, z Panią, która użyła kilka sposobów aby skutecznie zniechęcić mnie do korzystania z usług PKO SA w tym oddziale malutkim. Po pierwsze "primo" zastrzegła, że przelewy tylko w dolarach, kiedy zapytałem, a co z euro bo już  mi tu przeliczali złotówki na Euro? Dowiedziałem się że można i w Euro. Gdzie chce posłać a choćby do hurtowni musztardy na Słowację, bo ta najlepiej mi smakuje. Nie da się, bo oni nie maja euro. Ależ mają twierdzę i to co najmniej od 2 albo i 3 lat. Zaskoczona Pani wyraźnie mnie już skreśliła jako klienta. Ostatni punkt programu, to było poszukiwanie na liście w komputerze państwa które nazywa się Słowacja. Dokładnie to Slovensko, albo Slovenská republika czyli republika Słowacji. Ponieważ Pani bardziej pasowała Słowenia, bo ona nie wie co tu pisze (pewnie po angielsku) tak skomentowała widok na swoim ekranie, zaproponowałem, że dla ułatwienia jej pracy po prostu się oddalę, bo tylko dwa przystanki tramwajowe stąd mam centralę banku i tam pewnie ktoś kompetentny powie co z tą Słowacją.
Pani zgodziła się niemal radośnie, a westchnienie ulgi było aż nazbyt widoczne na w miarę białej, choć dość obszernej bluzeczce.
Wniosek mam dość dziwny, choć pewnie niepozbawiony racji. Do małych agencji czy dziupli bankowych zsyłani są Ci mniej kompetentni, albo początkujący, zatem jak kto może to do centrali najlepiej. Mało tego, okazało się że bank PKO SA ma wyższe marże jak PKO BP i tylko w tym ostatnim poinformowano mnie, że mogę wszytko załatwiać przez przelewy internetowe, i mogę dostać w 5 minut złotą kartę Western Union, która daje znaczne profity. Ech żebym tak mógł sprowadzać musztardę masowo, to byłby dopiero wstyd tych bankowców, co preferują ketchup albo majonez. Hovorte pomalšie, prosím. Prepáčte, kde je tu záchod?


czwartek, 07 lutego 2013, mareklef

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
free counters
Free counters od 2.10.2011